... ...

Poniedziałkowe popołudnie, oglądam serial dokumentalny o policjantach wydziału pościgowego z West Yorkshire w Wielkiej Brytanii. Policjanci służą w okolicach miasta Leeds, w części Anglii, gdzie żyje wielu obcokrajowców. W każdym odcinku pokazywana jest służba funkcjonariuszy na ulicach, nie tylko pościgi, ale np. także sprawy włamań. Najczęściej, gdy kamera pokazuje nam kogoś kto złamał prawo, ukazuje nam się osoba pochodzenia imigranckiego. Moją szczególną uwagę przykuła jedna sytuacja.

Policjanci gonili dwa samochody, najprawdopodobniej miały podrabiane tablice rejestracyjne. Klasyka, pościg, wyskakiwanie z aut. Kto nie lubi tego oglądać. Podejrzany skręca na osiedle przyczep kempingowych. Z auta wybiegają 4 osoby, które rozbiegają się po okolicy. Policja biegnie za podejrzanym, bez skutku. Nie ma co liczyć na pomoc mieszkańców. Wyraźnie nie lubią obcych, a w szczególności Policji i za chwilę to pokażą.

Kamera w jednym z radiowozów ukazuje nam krążące wokół niego dzieci. Nagle jedno z nich bierze cegłę i rzuca w przednią szybę, która pęka. Pojawiają się gapie (mieszkańcy osiedla przyczep), którzy obrażają policjantów. Widać, że są oni różnych narodowości. Nie chodzi tutaj o generalizację, ale raczej o sposób w jaki Policja się zachowała. Funkcjonariusze postanawiają się wycofać i czekać na wsparcie. Kiedy kolejni policjanci pojawiają się na miejscu, mieszkańcy osiedla nie pozwalają Policji wejść na teren, mimo pewności, że na nim znajdują się osoby z uciekającego samochodu oraz zapewne rodzice dziecka, które rozbiło szybę w radiowozie.

Co robi Policja? Wchodzi siłą? Nie, jak się okazuje Policja w Anglii w takiej sytuacji po prostu odjeżdża. Nie interesuje ich, gdzie są podejrzani. Jeden z funkcjonariuszy po prostu mówi: “Nie ma sensu tam wchodzić. Od nich się niczego nie dowiemy”. Następnie dochodzi do zbliżenia na rozbity radiowców. Podczas pokazywania zniszczeń policjanci mówią, że szkoda, że tak się stało. Dodają, że naprawa za pewne będzie wiele kosztować. Teraz zapłacą za to podatnicy. Dlaczego nie zapłacą za to rodzice dziecka, które to zrobiło? Może interwencja Policji zapobiegłaby dalszej demoralizacji młodocianych z tej okolicy?

Chyba nikt sobie nie wyobraża, szczególnie patrząc na opinię publiczną w naszym kraju, że Polska Policja mogłaby postąpić podobnie. Nie podejmując żadnych kroków, po prostu odjechać, a kosztami naprawy samochodu obarczyć pracujących obywateli. Skończyłoby się to postępowaniem.

W Wielkiej Brytanii obowiązuje inny model pracy policyjnej. Służby mają być bliżej obywateli. Bardziej im pomagać. Policja nie nosi przy sobie broni palnej. Jednak chyba za bardzo poszło to w inną stronę niż powinno. Pomaganie obywatelom, współpraca z nimi nie może pozwalać na bezkarność jakiś grup. To, że Policja boi się interweniować w niektórych miejscach jest jasne. Należy się wtedy wycofać i wezwać wsparcie, a nie udawać, że problem nie istnieje.

Wiemy, jak załatwiają takie problemy w USA. Tam nie zdziwiłbym się na oddanie strzału, chociażby ostrzegawczego. Reakcja brytyjskich policjantów ośmiesza ich zawód. W tym samym programie padł tekst dotyczący szacunku do Policji w Wielkiej Brytanii. Policjant narzekał, że jeszcze 20 lat temu, ludzie mieli szacunek dla funkcjonariusza. Teraz nie tylko nie mają szacunku, dodatkowo wyzywają i atakują Policję fizycznie.

Liczę na to, że Polska nie dołączy do krajów zachodu, jeśli chodzi o gettoizację niektórych grup obywateli. Ważna jest integracja nie tylko grup narodowościowych, ale także tych z rodzin po prostu potencjalnie problemowych (np. patologicznych). Poza tym Policja wycofująca się nie wzbudza szacunku wśród obywateli. Po tym co widzimy na zachodzie, możemy się wiele nauczyć. Nie należy pobłażać takim osobom. Nie ważne skąd pochodzą, kogo znają. Prawo to prawo, a zamknięte osiedla, gdzie Policja nie ma wstępu to niezbyt obiecująca przyszłość.

Autor: Mateusz Bartczak